Smoki i Kangury

W podróży przez Outback, czyli jak nie zasnąć za kierownicą

outback

Najlepszy sposób, aby zobaczyć magiczny, australijski Outback to oczywiście 4WD, namiot, hektolitry wody, telefon satelitarny, kompas, wybitnie dokładna mapa … i nieco otwartego umysłu. Tym, którzy jeszcze nie mogą sobie pozwolić na takie ekstrawagancje, pozostaje przemierzanie pustyni słynną Stuart Highway. Ciągnie się ona przez samo centrum Australii, z Darwin na północy do Port Augusta na południu. Płaskie jak deska i gorące jak patelnia 2,834 nudnych kilometrów.

Chwała tym, którzy pomyśleli, że warto wybudować drogę przez sam środek bezludzia. Teraz spokojnie rzesze poszukiwaczy przygód mogą wyruszyć w kilkudniową podróż w nieznane, delektując się pustynnym skwarem, przestrzenią i nieprzyzwoicie gwieździstym niebem. Sęk w tym, że aby dotrzeć do celu podróży – a najczęściej jest to słynne Uluru – trzeba spędzić za kółkiem jakieś 2-3 dni. Doświadczeni kierowcy powiedzą – to pestka. Teoretycznie tak. Problem tylko w tym, że krajobraz za oknem nie zmienia się wcale, droga jakoś nie skręca, słońce pali przez szybę, a człowiek marzy, żeby włączyć autopilota i położyć się na tylnym siedzeniu.

Nie będę pisać jak cudowny jest Outback i jakie to ogromne doświadczenie, to musicie poczuć sami. Podrzucę natomiast kilka pomysłów, jak nie zasnąć za kierownicą oraz jakich atrakcji spodziewać się po drodze… bo przecież podróż musi mieć swoje atrakcje :)

outback_1#1 Roadkill po prawej

Potrącone przez samochody kangury, to niestety częsty widok w Australii. Światło lamp po prostu paraliżuje te biedaki. Po jakimś czasie nauczycie się je ignorować i nie lamentować nad każdym potrąconym zwierzakiem. Albo – zdacie sobie sprawę, że w torbie kangura może być młody, który cudem przetrwał zderzenie. Lokalni wiedzą, że należy się zatrzymać, sprawdzić ofiarę i ewentualnie ocalić malucha. W kilku miejscach w Australii np. w Coober Pedy są sierocińce gdzie dorastają takie powypadkowe kangurzątka.

Warto się zatrzymać, przewietrzyć, odpocząć od kierownicy … i być może uratować czyjeś życie.

outback_2#2 Uwaga pociąg na drodze

Ogromne ciężarówki ze skarbami pustyni przemierzają australijski Outback wzdłuż i wszerz. To wizytówka Australii, podobnie jak kangury. Nazwa roadtrain nie wzięła się znikąd. Ich wielkość i masywność robi wrażenie (szczególnie na męskiej części populacji). Roadtrain’y jeżdżą też w Stanach, Meksyku, czy Argentynie, ale te najdłuższe (standardowo mają po 50 metrów) i najcięższe (jakieś 200 ton) są właśnie w Australii. Down Under specjalizuje się również w biciu rekordów – jeden z największych pociągów drogowych miał 117 przyczep i łączną długość 1445 metrów!

Spotkanie z roadtrain na trasie jest nieuniknione. W takiej chwili skupcie uwagę i mocno trzymajcie ręce na kierownicy. Jeśli dopisze wam szczęście i znajdziecie ciężarówkę zaparkowaną na motelowym parkingu, warto podejść, pstryknąć fotkę i zaczepić kierowcę. Może uda się posłuchać kilku offroadowych opowieści.

outback_3#3 Backpaker miał samochód

Backpakerzy rządni przygód najczęściej wyruszają na Outback starym, zdezelowanym samochodem kupionym za grosze od innego rządnego przygód backapersa. Takie samochody w teorii są sprawne i mają nawet wszystkie niezbędne papiery. W praktyce, 6 tys. kilometrów nieustannej podróży to dla nich prawdziwy wyczyn. Te, które odmówiły posłuszeństwa, sprawiając kierowcy nie lada zawód, stanowią teraz dekorację pustynnych autostrad. Porzucony gruchot po prawej, porzucony gruchot po lewej.

Możecie liczyć, urozmaicając sobie nudną podróż. Nie wiem, czy warto się zatrzymywać. Choć z drugiej strony, niektóre wyglądają tak, jakby miały do opowiedzenia nie lada historię…

outback_4#4 Prawie jak Salar de Uyuni

Jednym z moich dotąd niespełnionych marzeń jest zobaczyć Salar de Uyuni w Boliwii. „Prawie” niespełnionym, bo w zasadzie Australia też ma swoje solne jeziora. Jedno z nich znajdziecie tuż przy Stuart Hwy, na trasie pomiędzy Cooper Peddy a Port Augusta (celowo nie powiem gdzie – wypatrujcie, nie zaśniecie za kółkiem!). Ogromna tafla białej soli skrzy się z dala, na pewno nie przegapicie.

Co sugeruję? Wyskoczyć z samochodu, podejść do jeziora – od parkingu będzie to jakieś 10-15 min, a potem wedle pomysłu oraz inwencji własnej biegać, skakać i strzelać zdjęcia.

outback_5#5 Zwrotnik koziorożca

Jeśli przyjdzie wam zmierzyć się ze Stuart Highway na północ od Alice Spring, przekroczycie zwrotnik koziorożca. Teoretycznie nic wielkiego i pewnie nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby zaplanować to jako australijskie „must see”. Choć z drugiej strony – to jedna z tych chwil, kiedy uświadamiamy sobie w jakim punkcie globu jesteśmy, i jak daleko od domu…

Kolejny powód, by się zatrzymać i uwiecznić moment – dla potomności.

Udanej podróży przez Outback! :)

 

Comments

comments

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola zaznaczone*