Smoki i Kangury

Hejt po australijsku

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Australia to prawdziwy melting pot. W poszukiwaniu lepszego jutra zjeżdżają tu ludzie z każdego krańca świata. Może dlatego, a może dzięki temu, że zawsze świeci słońce, w Down Under wytworzył się taki ciekawy mikroklimat społeczny. Szacunek dla tego, co inne i przyjazne nastawienie do tego, co obce. W końcu wszyscy jesteśmy tutaj gośćmi.

Tolerancja to nie puste słowo

Czy czarny, czy żółty, w burce, gej, albo i żyd (bo lewaków chyba tutaj nie ma…) – bez znaczenia. Tak długo jak ty tolerujesz innych, tak inni tolerują ciebie. W Australii nie ważne jakie masz poglądy, jaką religię wyznajesz, czy chodzisz na parady (tak te) lub wieczorem lubisz pospacerować po mieście w piżamce. Wszyscy mają równe prawa, a dopóki nie stwarzasz zagrożenia, a swoim zachowaniem nie przeszkadzasz innym… masz prawo robić i myśleć, co chcesz. Nie spotkasz się z nienawiścią i szyderą.

Porozmawiaj z panią w sklepie

Bardzo lubię te momenty (a zdarzają się naprawdę często), kiedy rodzą się krótkie i bardzo przyjazne konwersacje z zupełnie obcymi ludźmi. Pani na poczcie opowiada mi, że wybiera się do Norwegii, bo chciałaby zobaczyć fiordy, kasjerka w supermarkecie podpytuje jak minął dzień, a jakiś przypadkowy towarzysz na przystanku autobusowym wspomina jak to w Australii żyło się 20 lat temu. Zupełnie przypadkowi ludzie, zwyczajna i niezobowiązująca wymiana zdań. Ale w sumie, dlaczego nie? Przecież ten obok to też człowiek.

Jak cię popchnął to go przeproś

Do tego przedziwnego zwyczaju chwilę się przyzwyczajałam. Bo przecież, jeśli ktoś wpadnie na ciebie na ulicy, albo szturchnie cię w sklepie, powinieneś zdzielić go wzrokiem i oczekiwać na pokorne przyznanie się do winy. Ot, nie w Australii. Tutaj sam go przeprosisz, uśmiechniesz się i powiesz „no worries mate”. On zrobi to samo. I dalej żyjecie w świętym spokoju. Po co psuć sobie dzień jakimś przypadkowym fajtłapą?

Najpierw się uśmiechnij, a potem odezwij

Konwersacje w Australii (czy to prywatne, czy te bardziej oficjalne) zaczynają się od uśmiechu i pozdrowienia. How you going mate? How’re you doing? How is your day so far? I tak dalej. Nawet wizyty w urzędzie nie zaczynamy od suchego – dzień dobry, jestem tu bo chciałem załatwić sprawę… tylko od wyrażenia naszego przyjaznego nastawienia. Niby nic, a jednak działa. Pani w okienku spojrzy bardziej przychylnym wzrokiem, ja pomyślę, że szkoda nerwów na dyskusje. I tak oto bezstresowo i z uśmiechem na twarzy załatwiamy kolejne sprawy. A na pozór puste how are you nagle nabiera znaczenia.

Da się podchodzić do innych w z większym szacunkiem i zaufaniem? Da się :)

Comments

comments

      

2 CommentsZostaw komentarz

  • Po 13 latach odwiedzilem pierwszy raz Polske i razu pewnego w autobusie przypadkowo spotkalismy sie wzrokiem z innym pasazerem , z nawyku usmiechnalem sie do niego a w zamian otrzymalem spojrzenie ponure, pytajace co ja chce od niego ze sie usmiecham kim jestem, zrobilo mi sie jakos dziwnie hmmmm. W AU odwzajemnilby usmiech, moze krotka konwersacja zeby czas jazdy skrocic. Przykre to bylo

    • Doskonale Cię rozumiem. Ja wracając po 13 miesiącach do Polski miałam dokładnie te same odczucia. Chwilę zajęło mi, żeby przyzwyczaić się do tego, że uśmiech, czy otwartość do konwersacji nie jest mile u nas widziana… mam ogromną nadzieję, że to się powoli zmienia 😉

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola zaznaczone*