Smoki i Kangury

Do you can speak English, czyli jak to Krakus uczy angielskiego w Sydney

01

Pomysł wyjazdu do Australii od początku był połączony z planem znalezienia dobrej pracy, najlepiej w zawodzie. A że szczęście dopisało:)

Każdy mój dzień jest wyzwaniem i zdecydowanie nie mogę się nudzić. W porównaniu do pracy nauczyciela w Polsce, uczenie w Sydney jest ogromną przyjemnością. A wszystko dzięki różnorodności kultur i religii oraz możliwości interakcji z ludźmi z całego świata.

Jak to wygląda na co dzień?
W klasie może być maksymalnie osiemnaścioro studentów i rzadko zdarza się, żeby było więcej niż dwoje czy troje z tego samego kraju. Jest Brazylia, Korea, Japonia, Kolumbia, Chile, prawie cała Europa – ogólnie wspaniały miks narodowości i kultur. Zdarzają się też studenci z Mongolii, Filipin, Papui Nowej Gwinei i innych odległych krajów. Wszyscy oczywiście pilnie uczą się angielskiego, choć czasem rożnie im to idzie…

Przykładowo studenci z Azji, czyli głównie Korea, Japonia czy Chiny nie bardzo odróżniają „r” od „l”. Jeśli ktoś oglądał film “Lost in Translation” to doskonale wie o co chodzi :)
Uczniowie z Tajlandii mają piękną śpiewną intonację, która niestety nie pomaga im w nauce angielskiego. Dodatkowo mamy Włochy, czy kraje Ameryki Południowej, gdzie różne rodzaje „h” i śpiewny akcent tworzą bardzo interesującą mieszankę, niezbyt jednak pożądaną na lekcjach. Nie wspominając o uczniach z Francji, kiedy “h” w ogóle nie występuje w ich wymowie albo jeśli już jest, to najczęściej nie w tym miejscu, gdzie powinno. A to tylko różnice językowe…

Jeśli zajęcia zaczynają się o 8:30 to w klasie od co najmniej 20 minut grzecznie będą siedzieć studenci z Azji. Cała Ameryka Południowa ewentualnie, jeśli w ogóle, pojawi się spóźniona o 20 minut, ale zadowolona, że w ogóle przyszła:)

W trakcie lekcji też jest ciekawie – mamy oczywiście latino, którzy uwielbiają prezentacje, zajęcia grupowe, dyskusje i wszystko, co związane z interakcją. Za to do zadań typu gramatyka i ćwiczenia raczej słabo się garną. W przeciwieństwie do cichych, spokojnych i bardzo pracowitych Azjatów, dla których taka forma to wymarzony sposób nauki.

W Australii samo podejście do nauczycieli też jest trochę inne niż w Polsce. Na każdym kroku słyszy się “How are you mate” i “No worries”. Wszystko to tworzy naprawdę przyjemną atmosferę w pracy. W ramach zajęć odbywają się spacery po Sydney, gdzie uczniowie z innych grup ćwiczą swój angielski jako przewodnicy. Mamy też kluby filmowe, a co semestr całodniową wycieczkę chilloutową.


Każda lekcja to okazja do wymiany doświadczeń, poznawania różnic kulturowych, czy religijnych i naprawdę świetna przygoda. Jak dla mnie, bajka!
Mam tylko nadzieję, że studenci podzielają mój entuzjazm… No, ale nawet jeśli nie, to przecież “No worries”.

Na pytanie, co jest potrzebne i jak można uczuć angielskiego w Sydney? Odpowiem w kolejnym wpisie:)

02
03
04
05
06
07
08

Comments

comments

         

6 CommentsZostaw komentarz

  • Fajnie i pozytywnie napisane. Ten wpis bardzo dobrze oddaje roznokulturowosc wspanialego miasta Sydney :-) Cheers mate!

  • Suuuper blog :) Mam 18 lat i z chłopakiem po studiach chcemy wyjechać do Australii. Chłopak studiuje informatykę i zna świetnie angielski, ja natomiast wybieram sie na rachunkowość by w przyszłości zostać księgową. Wiem, ze w Australii te dwa zawody są bardzo przyszłościowe i znajdują sie na liście SOL . Niestety różnie to bywa i z tego właśnie względu zwracam sie z pytaniem czy zawód kwalifikowany jako Developer Programmer jest naprawdę opłacalny i łatwo z nim o pracę? Z góry dziękuję za odpowiedz i pozdrawiam! :)

    • Paulina, dziękujemy za miłe słowa i zapraszamy częściej.
      Z założenia jeśli zawód znajduje się na liście SOL, to znaczy, że Ci pracownicy są w Australii poszukiwani. Co do programistów, to chyba bardzo szczęściwy zawód, bo tych specjalistów szukają wszędzie. Na pewno macie duże szanse. Powodzenia!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola zaznaczone*