Smoki i Kangury

Tagkangury

Australijskie słodkości, czyli o koali i innych takich

zwiarzaki-australia-01

Wbrew ogólnej opinii, nie wszystko w Australii chce cię zjeść. Faktem jest, że im dalej od dużego miasta tym pająki, węże, jaszczurki i inne okropieństwa rosną jakieś większe – ale nie o tym ten wpis. Tym razem przyjrzymy się takim zwierzakom, dla których akurat warto przyjechać, choćby tylko do Sydney.

Zacznijmy od koali. Jak koala wygląda, i że jest straszny z niego słodziak, wie chyba każdy, ale szczerze powiedziawszy dopiero gdy zobaczy się tego misia (a konkretnie to torbacza) na własne oczy, to można zrozumieć czemu wszyscy o nim mówią. Nie dość, że jest pluszowy jak prawdziwa zabawka, ślicznie pachnie, to jeszcze przez ciągłe obżeranie się eukaliptusami jest tak słodko śpiący i niemrawy, że każdy chce go przytulić :)

zwiarzaki-australia-02
zwiarzaki-australia-03-1

Nie wierzyłem, że one są tak ciągle zaspane dopóki w Koala Life Sanctuary (gdzie można sobie takiego pogłaskać) pani zoolożka nie zdjęła jednego z drzewa i nie posadziła na poręczy, ku uciesze wszystkich zgromadzonych dzieci wokoło. Tak, przy koali nawet dorośli zaczynają zachowywać się jak dzieci w trakcie rozpakowywania prezentów. A co zrobił koala w związku z przeniesieniem go z drzewa na poręcz i w objęcia zachwyconej gawiedzi – a co mógł zrobić? Zasnął. Nie pomogło głaskanie, wspólne zdjęcia, wołania i piski radości. Koala spał w najlepsze.

Jeśli koala jest słodki, to nie wiem czy wytrzymałbym słodycz spotkania młodego koali – sami jeszcze takiego nie widzieliśmy, ale jak wygląda można zobaczyć na filmiku :)

Oprócz koali mamy jeszcze oposy. Te zwierzaki nie są tak słodkie jak koala (chyba nic nie jest), ale za to są bardzo ciekawskie i nie specjalnie boją się ludzi. Co więcej, zdecydowanie łatwiej je spotkać, nawet w samym centrum miasta, a to raczej niemożliwe z koalami. Dodatkowo, nie siedzą na dwudziesto-kilkumetrowych eukaliptusach, tylko prowadzą naziemny i nadrzewny tryb życia – czyli zwyczajnie biegają w parkach. Dość łatwo znaleźć też miejsca, gdzie można je np. karmić. Aha, i są o wiele bardziej interaktywne niż koale tzn. nie zasypiają przy każdej możliwej okazji!

zwiarzaki-australia-04
zwiarzaki-australia-05

Bardzo pozytywnym zaskoczeniem wśród lokalnych słodziaków była kolczatka. Jak wygląda polski jeż, i że jest bardzo słodki, wie każdy – a kolczatka to taki tutejszy odpowiednik jeża. Człapie sobie takie coś pod krzaczkami i niucha swoim małym noskiem. To zwierzątko – trochę brzydkie z wyglądu i bynajmniej nie pluszowe, ale na swój nieporadny i kolczasty sposób, niezwykle przyjemne. Dość łatwo je spotkać, może nie w samym mieście, ale już w większych parkach jak najbardziej.

zwiarzaki-australia-06

Nie wspomnę już o tym, że najłatwiej spotkać kangura – ale o tym pisaliśmy tutaj>>

Taka jest Australia – i trzeba być przygotowanym na spotkania z większą ilością różnych słodziaków. Owady, ptaki, jaszczurki i inne stworzenia … a wszystko kolorowe, niepowtarzalne, wcale nie takie płoche i łatwe do spotkania w niezapomnianych okolicznościach przyrody :)

zwiarzaki-australia-08
zwiarzaki-australia-09-1
zwiarzaki-australia-10
zwiarzaki-australia-11

Do tematu zwierzaków w Australii pewnie jeszcze wrócimy…

Selfie z kangurem

kangury_01

Zwykłe selfie już na nikim wrażenia nie robi. Teraz trzeba się nieco bardziej postarać, zainwestować w selfie sticka, dorwać celebrytę, albo przynajmniej zmusić do zdjęcia domowego zwierzaka. My, korzystając z miejsca w jakim mieszkamy, postanowiliśmy uwiecznić się na zdjęciu z kangurem. Z resztą – Australia równa się kangur. Wybór nie mógł być inny.

Gdzie znaleźć dzikie kangury? W okolicach Sydney dobrą miejscówką na spotkanie torbacza jest Morriset Park. Jakieś 1,5 godziny drogi pociągiem, potem pół godziny spaceru (lub rowerem w 10 min) i jesteśmy na miejscu. Chętnych do oglądania kangurów oczywiście będzie tam wielu, ale spokojnie – starczy ich dla każdego. Można podziwiać, fotografować, głaskać, karmić marchewką i strzelać sweet focie.

Dla bardziej zainteresowanych – o kangurze słów kilka….

  • Australijczycy nazywają go „roos”, bo krócej.
  • Kangura, który już więcej nie poskacze, można spotkać przy autostradach, szczególnie na outbacku – i takiego określa się jako „roadkill”.
  • Według Wiki, w 2011 w Australii było 34.3 millionów kangurów!
  • Głaskanie dzikiego kangura, owszem jest możliwe, ale trzeba się liczyć z ryzykiem, że kopnie.
  • Tak, kangura można też jeść, mięsko polecane ze względu na niską zawartość tłuszczu. Kupić można w zasadzie w każdym supermarkecie.
  • Kangury to jeden z powodów, dla których prowadzenie samochodu po zmroku w Australii jest wysoce odradzane. 90 kg i 2 metry – takie zderzenie zostawia ślad.
  • Nowonarodzony kangur ma wielkość fasolki i pierwsze 9 miesięcy swojego życia spędza w torbie mamy. Dopiero po tym okresie jest gotowy, żeby wyjść … i rozpocząć naukę skakania.
  • Samice kangura mogą określać płeć swojego potomstwa przed jego urodzeniem.

Po więcej info o gatunkach tych torbaczy, ich zwyczajach itp. odsyłam do netu 😉

kangury_02

kangury_03
kangury_04
kangury_05

kangury_06

kangury_07
kangury_08
kangury_09
kangury_10