Smoki i Kangury

Tagpółmaraton

SMH Half Marathon, czyli kto rano wstaje

sydney-half-marathon-01

Mieszkać w Sydney i nie przebiec choć półmaratonu, to jak mieszkać w Krakowie i nie zrobić przynajmniej raz kołka wokół Błoni. Innymi słowy, trzeba spróbować!

Koszt udziału to „tylko” 90 AUD, i to przy zapisie w pierwszym możliwym terminie, czyli wcale nie mało. Za taką cenę można by się spodziewać kilku fajnych gadżetów w pakiecie startowym – tak jak to często bywa w Polsce. Ja osobiście miałem ogromną nadzieję na pamiątkę w postaci koszulki z nazwą wydarzenia, ale jakaś czapeczka, albo chociaż skarpetki też byłyby w porządku. A tymczasem dostałem numerek i … tyle. Faktycznie, na koniec otrzymałem medal, ale w pakiecie nie było ani pół batona albo chociaż butelki wody. Żadnej zniżki do sklepu sportowego, czy zwykłej ulotki. Po biegu można było jedynie ustawić się w kolejce po napój energetyczny i jabłko.

Sam bieg zaczynał się w niedzielę o 6:15 … rano! Jak dla nas (bo przecież, jak zawsze, mogłem liczyć na niezawodne wsparcie techniczne;) była to nieludzka pora. Pobudka wypadła na 4:30. Wcześnie, bo na start trzeba było się jeszcze dostać… Przy takiej godzinie startowej nie dziwił mnie brak atrakcji towarzyszących imprezie, czy brak kibicujących. Już widzę jak cała rodzina wstaje o 4:00 rano, żeby wspierać biegnącą mamusię lub tatusia. Znajomi i familia pojawili się nieco później, o 9:00 – czyli już na mecie.

Podpytywałem znajomych Australijczyków i okazuje się, że nie wszystkie biegi mają taką słabą „oprawę”, no ale, zdarza się. Miejmy nadzieję, że nie jest to jakiś ogólnoświatowy trend i że do Polski nie dotrze.

A jak się biegło? Cóż, jak na brak formy, to całkiem nie najgorzej. Samo przygotowanie oraz organizacja trasy była na standardowym poziomie i tutaj nic zarzucić nie można. Pogoda dopisała, a sam fakt biegu razem z kilkoma tysiącami innych biegaczy zawsze jest miłą odmianą od samotnie pokonywanych kilometrów. Jak to w Australii – wszyscy byli uśmiechnięci, zadowoleni i szczęśliwi.

My chyba najbardziej szczęśliwi i zadowoleni byliśmy, gdy o 9:30 rano w niedzielę dotarliśmy z powrotem do domu, już po półmaratonie…

Na pewno warto było wziąć udział, ale nie jestem przekonany, czy wstaniemy na kolejną tego typu imprezę w Sydney 😉

 

sydney-half-marathon-02
sydney-half-marathon-03
sydney-half-marathon-04
sydney-half-marathon-05
sydney-half-marathon-06
sydney-half-marathon-07
sydney-half-marathon-08
sydney-half-marathon-09