Smoki i Kangury

Wielka trójka – Uluru, Kata Tjuta i Kings Canyon

01_outback

Australijski Outback wciąga. To nie żart. Wydawać by się mogło, że podróż przez upalną i spaloną słońcem pustynię to nie najwyższych lotów przyjemność. A jednak. Jest coś magicznego w tej drodze. Czy to połączenie ceglano-czerwonej ziemi z lazurowy niebem, a może bezkres i wiszące tuż nad głową chmury, które wydają się być jak na wyciągnięcie ręki. A może to te godziny za kierownicą przemierzane po prostej i płaskiej jak patelnia drodze – taki swoisty rodzaj hipnozy.

Kto już spróbował, wie o czym mówię…

Ale wróćmy do tematu. Wielka australijska trójka, czyli Uluru, Kata Tjuta, Kings Canyon!
Wszystkie trzy są położone w samym sercu australijskiego Outbacku. Dwa dni drogi ze wschodu, dwa dni z południa czy północy. Cel dla wytrwałych.

Na pytanie, czy warto te miejsca zobaczyć nie będę odpowiadać, bo nie ma wątpliwości. Powiem tylko, że polecam tam dojechać, nie dolecieć. Dlaczego? Jadąc tam ciężko pracujecie na pierwsze, niezapomniane wrażenie, a Wasze trudy podróży i oczekiwanie zostaną nagrodzone:) Co więcej, aby sprawnie przemieszczać się pomiędzy tymi „atrakcjami” po prostu trzeba mieć samochód.

02_outback
03_outback

Uluru / Ayers Rock

Święta góra Aborygenów. Symbol Australii. I punkt na każdym podróżniczym Bucket list.
Po aborygeńsku – Uluru, po angielsku – Ayers Rock. Miejsce o dwóch oficjalnych nazwach.

Formacja skalna, która choć wcale nie jest największym monolitem świata – ani nie monolit, ani nie największy, obydwie te informacje zostały obalone – z pewnością jest tym najbardziej rozpoznawalnym, naturalnym symbolem Down Under.

Aborygeni, którzy przywędrowali tu ponad 10 tysięcy lat temu (!!!) uznali to miejsce za święte. Podobno zostało stworzone w czasie Dreamtine (sennej drogi) i jest punktem orientacyjnym tejże drogi, wytyczonym przez praprzodków. Każda grota czy wgłębienie mają swoją historię i są śladem np. walk bóstw totemicznych. Z każdej strony tej potężnej skały można znaleźć groty pokryte archaicznymi malowidłami, źródła czy jeziorka. Dla Aborygenów były to miejsca inicjacji młodych, rytuałów, rozmów z duchami starożytnych kreatorów.

Święta ziemia została Aborygenom odebrana, i choć wróciła w ich posiadanie w latach ’80, dziś stanowi turystyczną atrakcję. Powstało tu centrum kultury, w którym pracuje wielu Aborygenów. Można tam dowiedzieć się więcej na temat historii miejsca oraz samego plemienia Anangu, do którego należy Uluru.

Jak zwiedzać Uluru?

Skała ma 348 m wysokości, a jej obwód to 9,5 km. Jest otoczona drogą asfaltową, tak więc wedle uznania można ją obejść pieszo lub objechać.

Moim zdaniem warto poświęcić trochę czasu na spokojny spacer. Zajrzeć do grot i zakamarków, przyjrzeć się malowidłom, posłuchać odgłosów przyrody, poczuć energię i moc tego miejsca. A zapewniam, że znajdziecie, jeśli na chwilę wdacie się w zadumę. Na świętą górę można wejść, choć szlak jest otwarty tylko w dni sprzyjające pogodowo – nie za gorąco, nie za wietrznie itp. Aborygeni otwarcie proszą, żeby tego nie robić. I myślę, że może warto sobie taką wspinaczkę podarować, aby uszanować czyjąś kulturę i religię.

Na koniec dnia magia Uluru zostanie Wam nieco odebrana. Prawdopodobnie – jak wszyscy – będziecie chcieli zobaczyć spektakularny zachód słońca, kiedy to czerwona skała zmienia kolor. Traficie wtedy na zapełniony po brzegi parking, gdzie Aussies urządzają sobie piknik, a turyści z innych krańców świata obstawiają miejsce aparatami fotograficznymi. Widok zachodzącego słońca zapewne będzie ładny, choć obecne tam tłumy nieco przygaszą entuzjazm i atmosferę.

10_uluru
11-Uluru
12_uluru
13_uluru
14_uluru

Kata Tjuta / The Olgas

To nieco większa (albo raczej zdecydowanie większa) formacja skalna, której częścią jest właśnie Uluru. Oddalona od góry Aborygenów o 44 km jest kolejną atrakcją, którą zdecydowanie warto zobaczyć. O ile Uluru nie ma swojego tłumaczenia, o tyle Kata Tjuta w języków aborygeńskim oznacza „wiele głów”. Hm, dokładnie takie przywołuje skojarzenia. To dokładnie 36 ogromnych skał, a największa z nich ma 546 m wysokości.

Warto zaplanować jakieś 2-3 godziny na spokojny spacer. Formacje są niesamowite, a swoim ogromem sprawiają, że czujemy się tacy malutcy i przemijalni…

20_kata tjuta
21_kata tjuta
22_kata tjuta
23_kata tjuta
24_kata tjuta

Kings Canyon

Przestrzeń, gdzie nabiera się oddechu i z szacunkiem spogląda na wielki, australijski Outback. Oczywiście rozmiarowo to miejsce z pewnością nie dorównuje Wielkiemu Kanionowi w Stanach, niemniej jednak wrażenia są niezapomniane. Soczysto czerwone skały o wysokości ponad 100 metrów mogą przyprawić o zawrót głowy. W dole bujna roślinność oraz ukryty pomiędzy skałami zielony, tropikalny Garden of Eden ze strumieniem i małym jeziorkiem. Tam warto się udać, by schronić się przed skwarem, zrelaksować lub zaczerpnąć kąpieli.

Kings Canyon jest oddalony od Uluru o ponad 320 km i mieści się w Watarrka National Park. Co  polecam w tym miejscu? Rozglądać się uważnie. Spotkacie tu wyjątkowych, lokalnych mieszkańców… jaszczurki, węże, kangury itp.

30_kings canyon31_kings canyon
32_kings canyon
33_kings canyon
34_kings canyon
35_kings canyon
36_kings canyon
Dla tych, którzy wybierają się w najbliższym czasie, parę praktycznych porad:

Noclegi:

  • Uluru – kilka kilometrów od Uluru znajduje się Yulara, malutka miejscowość, a raczej baza turystyczna z noclegami, restauracją, stacją benzynową, sklepem, a nawet galeriami sztuki aborygeńskiej. Jest tam również bardzo przyjemny i świetnie zorganizowany camping, gdzie można rozbić namiot lub wynająć domek. Nazwa Yulara oznacza „crying”, „weeping”. Lokalni śmieją się, to dokładnie to robią turyści, kiedy widzą rachunek…
    Jeśli więc chcielibyście zaoszczędzić – godzinę drogi (jakieś 85 km) przed Yularą znajduje się Curtin Springs Station. Tam namiot można rozbić bezpłatnie. Wprawdzie już w mniej komfortowych warunkach, ale są toalety, niewielki bar…. a jako atrakcja kilka wielkich Emusów w zagrodzie.
  • Kings Canyon – w pobliżu kanionu znajduje się Kings Canyon Resort z campingiem, który podobnie jak ten powyżej jest świetnie utrzymany i przygotowany dla podróżników (kuchnia, otwarte grille, sanitariaty itp.). W tym miejscu też czekają wyjątkowe atrakcje: bar, w którym wieczorem można posłuchać muzyki country na żywo (tak, Australia kocha country), stada papug spacerujące przed namiotem albo dzikie psy dingo, które bez pardonu zaglądają do namiotu w poszukiwaniu pożywienia :)

Transport:

Jak wspomniane we wstępnie – chyba najlepszą opcją jest dojechać własnym lub wynajętym samochodem. Ale możecie też dolecieć. Linie Jetstar na trasie Sydney/Melbourne-Yulara, albo Quantas – z większych miast do Alice Springs. Na miejscu można wynająć samochód albo wykupić wycieczki grupowe (są też backpakerskie opcje).

Inne:

  • Prawdziwa zmora australijskiego Outbacku to nie węże i pająki, a wszędobylskie muchy! Stęsknione za wodą będą całymi chmarami pakować się Wam do nosa, ust, uszu…. Warto wcześniej zaopatrzyć się w siatki na twarz (bez żartów).
  • Pamiętajcie też o kremie do opalania. Australijskie słońce „daje popalić”.
  • Wstęp do parku Uluru-Kata Tjuta National Park kosztuje 25AUD za 3 dni, bilety sprzedawane są przy wjeździe do parku.
  • Australijczycy są dość przezorni, więc jeśli temperatury robią się za wysokie (ok 36 stopni), szlaki na King’s Canyon oraz Olgas są zamykane. Zazwyczaj można wejść we wczesnych godzinach porannych. Warto  sprawdzić i w razie czego wystartować o świcie.

Udanego zwiedzania Outbacku!

05_outback04_outback

Comments

comments

         

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola zaznaczone*